23 gru 2012

Wyjeżdżamy i życzenia

Wyjeżdżamy. 
Spakowaliśmy wszystko, czego będziemy potrzebować podczas Świąt, prezenty już siedzą w wielkim koszu, ciasteczka i karobowe kuleczki, spoglądają z wyrzutem z pojemników, uszka zamarznięte - byleby ich nie zapomnieć. Jedziemy do rodziny. 
Od lat spędzamy Święta poza domem. Rodzice Jarka zapraszają nas co roku. 

Zanim wyjadę i wpadnę w wir krzątaniny przedświątecznej, chcę Wam Kochani Zaglądacze życzyć spokoju, ciszy i odpoczynku w te Święta. 
Niech Was nic nie niepokoi, niech otoczą Was smaki i zapachy dzieciństwa, śmiejcie się, radujcie małymi prostymi rzeczami, wybaczajcie sobie, kochajcie się, śpiewajcie, uśmiechajcie się do bliskich i napawajcie się tymi ulotnymi, miłymi chwilami. 
Życzę Wam radości z bycia razem i tego dziwnego ciepła w sercu, które powoduje, że świat staje się lepszy. Przymknijcie też oko na niektóre błahe sprawy, które mogą sobie cicho czekać w kąciku. 


Hmm, żeby tylko nasz pies w tym roku nie pożarł wszystkich pierniczków z choinki, jak kiedyś :) Buziaki świąteczne.

13 gru 2012

Broszka wylosowana

Spieszę poinformować Szanowne Czytelniczki, że Candy broszkowe zostało zakończone. Losowanie odbyło się dziś, ręką Bardzo fajnej Nastolatki :)

Proceder został uwieczniony w pokoju Nastolatki, za tło służyła zrobiona tymi ręcami choinka z mchu.

Broszkę wylosowała madelinka stąd.
Wielkie gratulacje!






Wszystkim Uczestniczkom zabawy serdecznie dziękuję. 
Candy z Wami to prawdziwa przyjemność.
Można powiedzieć sama słodycz :)
Pozdrawiam ciepło i zapraszam do odwiedzania tego zakątka.
Madelinkę proszę o adres, na który wyślę broszkę.

9 gru 2012

Radość z rzeczy małych - domek z piernika

Pomocnik Św. Mikołaja pojawił się u nas całkiem niedawno. Uszyłam go, bo marzyłam o nim już w rok temu, tylko mi nie wyszło. A w tym roku wyszło - no i jest! Lubię go. Jest sympatyczny i wnosi do domu  czystą radość, radość z rzeczy małych. Patrzę sobie na niego i uśmiecham się od ucha do ucha.





Zresztą ja, to chyba jestem trochę dziwna, jeśli wiecie co mam na myśli ;) Nie szaleję z porządkami, uszka nie mrożą się jeszcze w lodówce, zakupy zrobione połowicznie, ale za to rzeczy małych, radość niosących to ci u mnie pod dostaaaaatkiem, a jaaakże!
Na przykład - cały wczorajszy dzień spędziliśmy rodzinnie na pieczeniu domków z piernika. Robimy je od pięciu lat, zawsze całą rodziną i zawsze nie tylko dla siebie. Uważamy, że taki domek to miły drobiazg na prezent, więc co roku powstaje ich kilka. Pamiętam taki rok, że cały salon był zastawiony piernikowymi cudami. Każdy w rodzinie dostał swój. Było wtedy dużo śmiechu.






Piernikowe domki w tym roku zostały uzupełnione o świeczniki. Moim zdaniem wyglądają pięknie i warto się o nie pokusić. Światło świec pięknie prześwituje przez kolorowe szybki z cukierków, a biały lukier jest po prostu piękny.



Przedświąteczne przygotowania mają w sobie magię, jeśli tylko się o to postaramy, ja to wiem.
Życzę Wam Kochane magicznych przygotowań i pięknego oczekiwania.
A jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się jak zrobić domek, proszę bardzo.



Podaję przepis na domek dla alergika.

Składniki:
30 dag. mąki
1 jajko ( ja dałam 1 łyżkę octu jabłkowego)
6 dag margaryny
10 dag miodu sprawdzi się też melasa z buraków, lub miód sztuczny(ja dałam miód z mniszka)
5 dag cukru
1 łyżka karobu
przyprawa do piernika

Sposób wykonania:
Miód, cukier i margarynę podgrzewamy na małym ogniu, aż powstanie gładka mama. Masę studzimy. Wlewamy ją na kopczyk zrobiony z mąki z przyprawą i karobem i miesimy na ciasto.
Wałkujemy cienko, wykrawamy części domku (ja mam przygotowane formy kartonu)i pieczemy w 160 st. C. Po wystygnięciu sklejamy części gorącym karmelem(tylko ostrożnie, łatwo się oparzyć). Dekorujemy lukrem, lub kolorowymi pisakami, posypkami jak, kto lubi.
Lukier:
1 szkl. cukru pudru
1 białko (lub 3 białka przepiórcze)dla alergika można zrobić lukier dodając 2 łyżki wody :)ważne, żeby był bez grudek i gęsty
Ucieramy do białości, przekładamy do szprycy i dekorujemy.
Okienka:
Okienka wycinamy w cieście, w powstały otwór wsypujemy pokruszone na miał landrynki i wkładamy do pieca. Po upieczeniu trzeba poczekać aż przestygną, żeby nie zepsuć.

Domek dołączam do akcji Na Świątecznym Stole Alergika  oraz Wigilijny Piernik.

3 gru 2012

Naszyjnik w ulubionym kolorze

Naszyjnik sobie zrobiłam jakiś czas temu. Kwiatowy, turkusowo - zielony.
Noszę go chętnie i często, bo lubię. 
Turkus to kolor wody, jakoś dobrze widzę go z szarościami. Poprawia mi nastrój w szare, jak dziś dni. Słońca potrzebuję, słońca...



Bardzo jestem ciekawa czy macie jakieś sposoby na szare dni. Czy macie coś, co na sto procent poprawia Wam nastrój? Ja dziś zrobiłam przegląd zdjęć i nagrań z czasów, kiedy nasze dziecko i pies były małe. Patrzyłam na uwiecznione na fotografiach niezdarne zabawy obojga, na śmieszne miny, występy w przedszkolu i szkole, pierwszy koncert na flecie, siódme urodziny, wakacyjne bezdroża, fotografie z choinką w tle i oczywiście sylwestrowe wygibasy z naszymi przyjaciółmi.
I powiem Wam, że to poprawiło mi bardzo samopoczucie. Te wszystkie piękne chwile dają siłę i moc
Spróbujcie, bo warto.

30 lis 2012

Candy...

Kwiat zimowy - broszka w kolorze szaro czerwonym, pasująca do wielu szarych, czarnych i czerwonych swetrów, płaszczy i szali, 
a nawet torebek, kapeluszy i beretów. 
Tworzy piękną plamę koloru na szarym tle. 
Dla mnie taka filcowa biżuteria jest bardzo przyjemna - miękka, ciepła i daje energię w zimowe dni. I oczywiście jest niepowtarzalna



Przypinam taką kolorową plamę do swetra i już jestem ubrana. Nie blado i tak, jak wszyscy, ale nietuzinkowo. Nie ma przecież dwóch takich samych kwiatów. 
Ta ufilcowana przeze mnie ostatnio broszka, mam nadzieję będzie miłym świątecznym podarunkiem dla osoby, która ją wylosuje.
Zasady są takie, jak zawsze czyli w losowaniu biorą udział osoby, które:

  • zostawią komentarz pod tym postem (anonimki proszę o adres mailowy),
  • zamieszczą podlinkowany i opisany banerek na swoim blogu. Będzie mi miło jeśli zaglądający dołączą do Pozytywnych Obserwatorów. 

Candy trwa od dziś do 12.12. W ten sposób zdążę wysłać podarunek tak, by dotarł do Was przed Świętami.
Życzę miłej zabawy.

28 lis 2012

Adwent tuż, tuż...

Adwent, czas oczekiwania. 
Moim skromnym zdaniem czas oczekiwania jest sto razy lepszy niż sam fakt, na który się oczekuje. Trzeba tylko z głową oczekiwać, 
a nie byle jak. 
No bo z takimi świętami na przykład. Święta, święta i po świętach, cyk, myk dwa dni i po. Ale przygotowania, to zupełnie insza sprawa.
Tu jest czas na przemyślenie, przetrawienie, przemiędlenie w tę i z powrotem tej atmosfery. Trzeba na przykład choinkę wybrać, przemyśleć jak w tym roku nowocześnie czy przaśnie, kolorystyka jaka, czy szopka czy nie szopka. 

Potrawy na stół takie czy insze, ciasta, te wszystkie wypieki, makowiec czy piernik, 
a może jedno i drugie. No i prezenty oczywiście na bogato czy skromnie, co dla kogo i dlaczego, i czy się nie obrazi przypadkiem....

Tyle tego jest, że człowiek traci grunt pod nogami normalnie.

A tu proszę cichuteńko adwent idzie. Adwent oczekiwanie - nie histeria, nie apopleksja przedświąteczna tylko cichutkie czekanie. Czekanie na ten promyk milusi, mały a jaki ciepły. Czekanie na uśmiech, czas wesoły 
z bliskimi, radość, kolędy i bycie razem - póki można. Na ten magiczny moment wieczorny, wspólny i pełen nadziei.
W tym roku moje postanowienia brzmią następująco. Żadnej histerii przedświątecznej, pośpiesznego kupowania prezentów, zakupów w galeriach handlowych. Prezenty w większości zakupię przez internet w domowym zaciszu. 
Bez zbędnej nerwówki ze sprzątaniem i całym tym przygotowaniem. Normalnie i spokojnie i na luzie. Grunt to dobre nastawienie.
A żeby było miło, spokojnie i przyjemnie zrobiłam kalendarz adwentowy. Długo zastanawiałam się jaki kalendarz można zrobić nastolatce w dodatku uczulonej na czekoladę, orzechy i sto innych produktów. Aż tu patrzę, Asia z Green Canoe podsunęła mi świetny pomysł. Kalendarz ze słodyczami dla duszy :) Każdego dnia czytasz sobie miłą wiadomość na swój temat. Czy to nie świetny pomysł?
Dla nastoletniej córki bardzo potrzebna rzecz - balsam dla duszy, nie tuczy, nie alergizuje - a niesie radość i uśmiech.
Trochę mi to zajęło, najpierw napisałam krótkie wiadomości typu " jesteś naszą radością" i takie tam różne. Potem zrobiłam małe kopertki, udekorowałam je i powiesiłam na wstążkach. 










 Każdego dnia adwentu dziecię nasze małoletnie otworzy jedną kopertkę z miłymi słowami dla siebie.
Rodzina wpadła w zachwyt. Nie możemy się doczekać, kiedy Natalka otworzy pierwszą kopertkę. Oczekiwanie na Święta będzie przyjemne i przepełnione dobrymi emocjami, 
a nie pośpiechem i stresem. 
Tak będzie i już. 
Czego i Wam życzę z całego serca.

25 lis 2012

Listopad w naszej rodzinie obfituje w różne bardzo przyjemne uroczystości. Natalia i Jarek obchodzą w tym miesiącu urodziny. 
Zwykle spotykamy się w rodzinnym gronie i jedząc pyszności oraz popijając napitki różnorakie, miło spędzamy razem czas. 
To czas bardzo nam wszystkim potrzebny. Przyjeżdżają nasi bliscy, przygotowujemy się najpierw na ich przybycie gotując i wypiekając smakołyki. 
Bardzo to przyjemne, choć niejednokrotnie czasochłonne. Myślę jednak, że właśnie o to chodzi, o ten czas poświęcony na drobne, ale ważne rzeczy, na przygotowanie smakowitości dla najbliższych, udekorowanie stołu, przygotowanie prezentów dla Jubilatów.
W tym roku prezent dla Natalii był rękodziełem artystycznym. Bardzo marzyła o bransoletce. 

Nie zwykłej ze sklepu, gdzie leży sto takich samych świecidełek, ale niepowtarzalnej, tylko dla niej. Nie ukrywam, że to iż moje dziecko lubi rzeczy niepowtarzalne i nie chce tego, co mają wszyscy napawa mnie wielką radością. 

Chciała coś pięknego i niepowtarzalnego, a my chcieliśmy żeby to przypominało jej, że jest dla nas bardzo ważna. I tym sposobem nasunęła mi się myśl napisania do mojej blogowej koleżanki :)
Dominika oczywiście w lot zrozumiała czego potrzebujemy i tak oto nasza córka została obdarowana tym małym, pięknym drobiazgiem. Cieszy się bardzo, nosi ją codziennie i jest cała szczęśliwa.
Rękodzieło pozwala nam cieszyć się niepowtarzalnymi przedmiotami, w które ktoś wkłada całe swoje serce i umiejętności, dlatego kocham rękodzieło.





Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia !

17 lis 2012

Słońce w oczach.

Za mną trudny tydzień. Czasem tak się poskładają okoliczności, zasupła się tyle spraw, że trzeba je rozwiązać,  rozsupłać i poskładać wszystko jeszcze raz. 
Rzecz dotyczy spraw zawodowych, międzyludzkich, codziennych. Codzienne małe sprawy, same wiecie urastają do wielkich, trudnych i wyjątkowo nieprzyjemnych. 
Jak ja lubię czyste sytuacje! Nie cierpię zakłamania i obłudy, mam dreszcze i ciary na plecach i co tam tylko. Dwulicowość, mam wrażenie rośnie sobie wszędzie, ma się dobrze i jest łatwym wyjściem z wielu sytuacji.
 Są jednostki, które tak żyją, całe życie w fałszu. Cóż ich wybór. Wczorajszy dzień jednak pokazał mi jak ludzie, zwykli prości potrafią się wspierać, jednoczyć i stawać jeden za drugim murem, w walce z obłudą i zakłamaniem. Za mną bardzo trudna rozmowa, sądny dzień. Dziś ból głowy, piasek pod powiekami, ale w środku radość i satysfakcja. Ludzie z którymi pracuję potrafią się wspierać i być razem w trudnych chwilach i bez znaczenia jest poziom wykształcenia, zajmowane stanowisko, wiek. 
Nic nie jest ważniejsze, kiedy trzeba dać wsparcie. Z takimi ludźmi ja idę na koniec świata, mogę wszystko z osobami, które widząc zło potrafią się jednoczyć i dawać sobie wsparcie. 
Wiem, że to brzmi trochę patetycznie, ale w dzisiejszych czasach patosem staje się czasem przyzwoite życie. 
Wczoraj mój mąż powiedział, że zrobiłam coś, czego on nie potrafiłby zrobić. 
W jego ustach to komplement. Zrobiłam i zrobię zawsze, nawet jeśli będę dużo ryzykować dla ludzi, którzy są dobrzy, uczciwi, a za którymi trzeba się ująć i wesprzeć. 
Dziś słońce zagląda przez okno, idzie ku dobremu. Trudne sprawy wyjaśnione, powiedziane to, co miało być powiedziane. 
Mogę spojrzeć w lustro bez problemu.
Mogę spojrzeć w oczy ludziom z którymi pracuję.
 Wiem, że w ich oczach zobaczę słońce - nawet w pochmurny dzień.


16 lis 2012

Niespodzianka!

Zostałam wyróżniona! Tak, tak moje blogowe Koleżanki - Patyska i Mama Alergika obdarowały mnie tym wyróżnieniem. 
To miłe i na prawdę cieszę się, tylko tak jakoś ostatnio pędzę, tyle mam rzeczy na głowie, że dopiero dziś usiadłam, żeby zająć się tym jakże przyjemnym tematem. 
Wszak wyróżnienia są przyjemne - szczególnie te pochodzące od osób które lubię.
Jest tylko jeden szkopuł, pewien mały problem - osoba wyróżniona musi odpowiedzieć na kilkanaście pytań. Te kilkanaście pytań w moim przypadku oznacza 22, bo od każdej z dziewczyn 11. 
I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany (kurczę, dlaczego pies?). Mianowicie na to trzeba czasu, niemało czasu. 
Stanęłam przed takim wyborem, odpowiem na pytania i napiszę do kilkunastu osób maile, lub ufilcuję coś i dzięki temu poprawi się mój nastrój, zrelaksuję się i odpocznę. 
Jak myślicie co zrobiłam? 
Ufilcowałam oczywiście, na mokro i sucho i jak tylko się da! 
Żeby moje Koleżanki nie zasmuciły się brakiem odpowiedzi na ich przemiłe pytania, mam propozycję
Patysko, Mamo Alergika - napiszcie która z ufilcowanych rzeczy Wam się podoba najbardziej (czytaj-odpowiedz na 1 pytanie), a w magiczny sposób stanie się ona Wasza :) Poproszę jednak adresy na maila - magia działa tylko w ograniczonym stopniu :) Może być? Takie niespodzianki bardzo lubię i lubię dawać prezenty, więc czemu nie, prawda?






Dla jasności wypowiedzi - Patyska oraz Mama Alergika mają do wyboru jedną z trzech moich prac: świeżą-zieloną, kwiatową broszkę, broszkę w kolorach miodu z pomarańczą oraz tęczowy naszyjnik. Czekam na Wasze wybory i adresy na maila. 

A moje wyróżnienie wygląda tak, tadam!


Jeszcze raz dziękuję za miłą zabawę i mocno pozdrawiam. 
Pamiętajcie - życie przynosi różne niespodzianki 

 ♥








7 lis 2012

Zimowe kwiaty.

Zimno, mokro, szaro, buro. Cóż, taki czas. 
Co zrobić, żeby choć trochę koloru wpleść w taki dzień? Mam kwiaty jesienno - zimowe.

 Ufilcowałam je z wełny czesankowej. Lubię je, są pełne energii i ciepła. Takie zimowe naszyjniki ożywiają szarość i beż. Który dziś? Może fuksja? 





Życzę Wam dużo ciepła i koloru na cały dzień.

4 lis 2012

Koło życia i śmierci.

Byłam w kinie. Lubię chodzić do kina, takiego prawdziwego kina, jak kiedyś bywały, bez coli i popcornu. 
Idzie się do takiego kina, siada w miłej niewielkiej sali i bez zbędnych reklam, bez tego całego zbędnego hałasu ogląda się film w miłym towarzystwie. 
Poszliśmy rodzinnie do DCF-u we Wrocławiu. 
To miejsce lubimy. Jaki film oglądaliśmy? Piękny...  
Samsara.
Dawno żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia, bez słów, przewijające się przed oczami obrazy: miłość i nienawiść, życie i śmierć, piękno i brzydota, różni ludzie, różne religie, przemiany, koło życia i śmierci... 


Zdjęcie pochodzi z zasobów internetowych.


Myślę, myślę, zastanawiam się.... Lubię filmy, które dają do myślenia.
No i ta muzyka, niespotykana, fantastycznie pasująca do obrazu.
Bez słów, bez słów, po co słowa?
Ten film trzeba zobaczyć.
W jesienne dni warto wyciszyć się i pomyśleć o życiu i śmierci, o naszej drodze przez świat.





Pozdrawiam niedzielnie :)


26 paź 2012

Sowa filcowa

Człowiek, jak jest matką córki nastoletniej, to czasu nie ma na nudę, daję słowo.
 Nastoletnia córka to skarb w domu i zagrodzie. 
Służy pomocą (w wymyślaniu czego potrzebuje), radą też czasem służy, całkiem trafioną. 
W ogóle matką nastolatki to fajnie być, mówię Wam. 
Pomijam kwestie:
- Nie widziałeś mojej apaszki?
- Ja nie, ale Natalka chyba poszła do szkoły w podobnej.

Albo:
- Ludzie, co tu tak moje perfumy czuję?
- To nie jaaa!

Inną zupełnie kwestią jest skarbnica pomysłów wszelkich na rzeczy różne, niezbędne nastoletniej duszyczce. 
Ostatnio, niezbędną okazała się torebka z motywem sowy (najmodniejsza w tym sezonie). A niech tam. Mam w pamięci moje nastoletnie zachciewajki, szczególnie po przeglądnięciu magazynów Queelle przywożonych przez znajomą mamy w tajemnicy z zachodu. 
To dopiero było - chciałam mieć wszystko. Szczególną wagę przywiązywałam do cudnej bielizny widzianej tamże, a zupełnie niedostępnej dla nastolatki żyjącej w Polsce lat 80-tych.
Co tam, dosyć wspomnień durnych. Do rzeczy, nastoletnia dusza zapragnęła torebki - sowy. Widziana w galerii okolicznej, kosztowała stówę (słownie - sto złotych polskich).
 No nie, bez przesady, żeby filcowa sowa za stówę? Jarek zapytał, czy może złotą nicią szyta? Nie wiem jaką nicią była szyta tamta. Moja sowa szyta własnoręcznie, tymi ręcami, nicią bawełnianą prezentuje się tak:






Dziecię nastoletnie szczęśliwe, wzruszone - nikt takiej mamy nie ma, oznajmiło.
Miło być mamą kobitki, mówię Wam...
Niebawem minie mi 13 rok piastowania tej  funkcji. Chyba się wzruszyłam...

Miłego weekendu wszystkim, serdeczności:)

24 paź 2012

Opakowań na czekolady część kolejna

Tak tak, paputki na czekolady osaczyły mnie ostatnio. Dostałam zamówienie na dwanaście. Wprawdzie zamówienie od własnej latorośli, ale tym ważniejsze ono. 
Jak tu nie zrobić, jak odmówić? Nie odmówiłam tylko przysiadłam i zrobiłam. 
Zdobyły uznanie w oczach Nastolaty. 
Tutaj tylko trzy, "postarzonym obiektywem". 
Mają swój urok i wdzięk.














A w środku słodycz na mgliste i deszczowe chwile.

21 paź 2012

Syropek na chandrę

Dostałam kiedyś pigwę od moich teściów. 
Nie jedną, nawet nie dwie, tylko ze trzy kilo ich było. 
Piękne zielono żółte o oszałamiającym zapachu i omszałej skórce. Najpierw zupełnie nie wiem dlaczego pomyślałam o zrobieniu nalewki, ale uświadomiłam sobie, że przecież nie mogę robić samych nalewek. Mam już wiśniówkę i malinówkę, a nawet sosnówkę w ilościach hurtowych. Zaszło więc pytanie co by tu...? 
I tak powstał syrop pigwowy do herbaty. Jesienna herbatka z syropkiem pigwowym to balsam na chandrę, daję słowo. 
Ma piękny zapach i złoty kolor. Herbacie nadaje ciekawego aromatu i kwaśnego posmaku. Co tu dużo pisać - mam ją i cieszę się, że mam i pomysł podrzucam wszystkim, którzy kochają herbatę i mają pigwę.


A teraz jak zrobić syropek?

Pigwę (ok. 3 kg.)umyć i pokroić razem ze skórką i gniazdami nasiennymi. Wsypać do garnka i zalać 1/2 l wody, dodać sok z 1 cytryn i gotować do miękkości. Wylać na sito i zostawić na noc, żeby dobrze odciekło. To, co zostanie na sicie odcisnąć w gazie. Gdybyśmy przetarli pulpę pigwową przez sito, otrzymamy gęsty przecier, który można dodać do przecieru z jabłek i zajadać jak powidła. Nam wszak nie o to chodzi! Nam chodzi o syropek. Zatem nie przecieramy tylko odciskamy. Do odciśniętego dodajemy 1 kg cukru i gotujemy na małym ogniu mieszając.

 I już, tyle wystarczy, żeby cieszyć się syropkiem. Zamykamy nasze dobro w słoiki i otwieramy wtedy, kiedy nam smutno i źle.
  
I to lubię, radość z małych rzeczy, zachwyt drobiazgami, to lubię i już.
Pozdrawiam jesiennie :)

13 paź 2012

Candy wylosowane!

Moje kochane Czytelniczki, miło mi poinformować, że filcowana ręcznie broszka ma już swoją nową Właścicielkę.

Losowanie odbyło się dziś, sierotką była Natala. 


Mam nadzieję, że osoba która wylosowała jesienną broszkę w kolorze śliwki i miodu będzie zadowolona. 



A tą Szczęściarą jest: raeszka. 
Gratuluję serdecznie Zwyciężczyni :)

Nie ukrywam, że i dla mnie była to bardzo miła zabawa. Ten dreszczyk emocji...
Na pewno powtórzę to jeszcze kiedyś.
Takie losowanie przypomina mi dziecinne zabawy, kiedy los decydował o naszych dziecięcych sprawach. Bardzo miłe!

Pozdrawiam sobotnio i biegnę do... pigwy (bynajmniej nie Genowefy)

8 paź 2012

Miła, przyjazna, ciepła jesień...

Tydzień temu byliśmy w lesie.
      Okoliczności przyrody sprzyjały wypadom i chciało nam się wyrwać z wielkiego miasta. Pojechaliśmy na grzyby. Ja jestem z tych grzybiarzy, co to grzybowi nie odpuszczą. Choćbym się na nogach słaniała, choćbym sił nie miała - grzyba wytropię!
I tak uzbieraliśmy trzy kosze. Cóż to za radość była, ochy i achy, cmokanie, chachanie. 


Tylko po powrocie do domu jakoś nikt nie chciał uczestniczyć w obróbce tych naszych zbiorów. Wszyscy tacy zmęczeni byli, pokładali się normalnie. 
Zbierać to wszyscy chcieli, 
a jak przyszło co do czego, to samiusieńka zostałam  z tym towarzystwem zgrzybiałym, za przeproszeniem. 
Z kuchni nie wychodziłam dwie godziny, te do suszenia, tamte do marynaty, 
a tu do mrożenia na zupę. W efekcie mam cały duży słój ususzonego towarzystwa, pięć słoików marynowanych i trzy woreczki zamarzniętych na kość. Uff! Ledwo dałam radę.

Przy okazji zrobiłam kilka zdjęć, żeby zachować miłe chwile. Wianek czerwony
z owoców dzikiej róży zawsze chciałam mieć. Proszę bardzo - chcesz, masz... 
Na kuchennym lampionie lubię go najbardziej.



Wczoraj dostałam wielki kosz jabłek. Lubimy jabłka rodzinnie. Te wpisały się znakomicie w jesienny trend. Są na czasie, wszak burgund króluje jako kolor sezonu. 
Ten kolor to jesień w pigułce :)
 Miła, przyjazna, ciepła jesień...


A jutro zakaszę rękawy i dalej musik jabłkowy produkować, jak jakaś pszczółka :) nie przymierzając.

3 paź 2012

Dobrze wszystko, gra i git!

Spotykam Ci ja dziś taką jedną znajomą, co to dawno ją widziałam, a ona pyta prosto z mostu 
- Co tam u ciebie? No to ja z uśmiechem, że dobrze wszystko, gra i git! 
Tu wtrąciłam, że układa się nieźle, nie chorujemy, dziecko w nowej szkole dobrze się czuje i ogólne jest ok. Na to kobitka wzrok we mnie wbija wścibski i w te słowa, słuchaj może Ty Polką nie jesteś co?! Tak całkiem dobrze, że niby żadnej plagi, zdrady małżeńskiej, rozwodu ani bezrobocia gdzieś blisko w rodzinie nie ma? Normalnie to możliwe nie jest. My Polacy to zawsze coś znajdziemy, na co uczciwie ponarzekać można, a Ty nic!? Ty się zastanów, bo wierzyć się raczej nie chce, żeby tak całkiem dobrze było.
O żesz ty jedna!  Nie ma plagi, rozwodu ani bezrobocia, żadnych zdarzeń nieplanowanych, wypadków ani chorób!!! (Limit wyczerpał się zimą, o czym pisałam kiedyś). Zdrowe my są, żyjem sobie składnie pod dachem jednym, bzdurami nie przejmując się zbytnio. 
O! I tyle. 
A jak się komu nie podoba, to pytać nie musi! 
Wróciłam do domu szybko i zjadłam te placki ziemniaczane pyszne, co to mi rodzina usmażyła, bo chodziły za mną od jakiegoś czasu. Pies mi na kolana wskoczył, to co ja narzekać mam? 
No jak ja mam narzekać pytam uczciwie, no jak? Pozdrawiam wszystkich bardzo mocno pozostając z nadzieją, że i u Was dobrze wszystko, gra i git :)


27 wrz 2012

Ze śliwkami - knedle dla alergików :)

Lubię brać udział w akcjach na durszlaku, a szczególnie lubię akcje dla alergików. 
Celem tych akcji jest zebranie przepisów na potrawy, które można ugotować dla alergika i nie narazić go na dolegliwości. To dla mnie bardzo cenna skarbnica wiedzy i pomysłów. Jestem mamą alergika od trzynastu lat i wspominając dni, kiedy Natka była mała, aż mi się robi źle i smutno. 

Po pierwsze nie miałam tak łatwego dostępu do internetu, po drugie alergików pokarmowych w moim otoczeniu było niewielu, przez co nieustannie robiliśmy zamieszanie sobą, po trzecie produktów dla alergików było tyle, co kot napłakał, w cenach bynajmniej nie małych. To ciągłe sprawdzanie etykiet, tłumaczenie, udowadnianie, że jednak mleko nie takie zdrowe, że niestety ten wafelek od cioci to nie dla Natki, itp. No i ciągłe szukanie - co ugotować, co upiec - jak bez mleka, jajek, orzechów, kakao. Koszmar jakiś. Teraz to co innego, człowiek klika i człowiek ma... 

Przepisy w tym wypadku są bardzo cenne, a zbiór przepisów w jednym miejscu sprawdzonych, obfotografowanych i opisanych - normalnie bezcenne!
Dlatego lubię, więc biorę udział. Może ktoś skorzysta, ja na pewno - nie raz.

Dziś przepis, wymyślony przez Mamę Alergika i opublikowany na jej blogu jakiś czas temu. Znając Mamę nie będzie miała nic przeciwko żeby przeżył drugą młodość, tym bardziej, że nam przyniósł tyle radości :)
Knedle ze śliwkami. Prosta potrawa lubiana przez dorosłych i dzieci. Nie wiem dlaczego ubzdurałam sobie, że bez jajka to nie wyjdą i już. I tak żyłam w tym ubzduraniu, aż do chwili, gdy Mama Alergika zamieściła ten przepis.
Świat stanął przed nami otworem! Nie dość, że knedle ze śliwkami okazały się dostępne dla Natki, to jeszcze ciasto można użyć do innych knedli np. z truskawkami, lub mięsem. Zatem prezentuję i przypominam. A że knedle to kulki no to lećmy w kulki :)




Składniki:
  • ziemniaki najlepiej sypkie 
  • mąka pszenna w proporcji 1/4 ilości ziemniaków
  • ½ kg dojrzałych śliwek (najlepiej mniejszych)
  • masło klarowane
  • bułka tarta
  • 2-3 łyżki cukru trzcinowego do posypania śliwek
  • mąka ziemniaczana do oprószenia śliwek
Przygotowanie:
  1. Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości w osolonej wodzie, odcedzić, odparować i przestudzić, rozgnieść bardzo dokładnie przy użyciu tłuczka do ziemniaków, a najlepiej przemielić przez maszynkę 
  2. Śliwki umyć, wydrylować, przepołowić, obsypać dobrze cukrem oraz oprószyć mąką ziemniaczaną
  3. Zmielone ziemniaki umieścić w okrągłym garnku, wyrównać nimi dno, podzielić masę ziemniaczaną na 4 równe ćwiartki
  4. Jedną ćwiartkę ziemniaków przełożyć do miski, wolną przestrzeń po ziemniakach wypełnić taką ilością mąki, aby wyrównał się poziom składników w garnku
  5. Całość następnie przełożyć do miski z pozostałymi ziemniakami i zagniatać na gładkie ciasto
  6. Ciasto rozwałkować na podsypanej mąką stolnicy, na grubość ½ cm, wykrawać koła przy pomocy mniejszej szklanki
  7. Na jedno kółko nałożyć połówkę śliwki, przykryć drugim kółkiem i zlepić brzegi, maczając palce w mące, następnie formować w dłoniach kule
  8. Zagotować wodę w garnku, do wrzątku delikatnie wrzucać knedle po kilka sztuk, tak aby się nie dotykały, zamieszać aby nie przywarły do dna, przykryć garnek pokrywką i zagotować
  9. W momencie gotowania odsłonić pokrywkę i gotować jeszcze bez przykrycia 3-5 minut
  10. Ugotowane knedle utaplać w bułce tartej podsmażonej na maśle klarowanym.





Palce lizać ! 

Do stolnic moi mili, do stolnic :)
Pozdrawiam ciepło i przypominam o jesiennym Candy w kolorze śliwkowo - miodowym.

22 wrz 2012

Wianek i podarunek...

Jesień nadeszła, nie da się ukryć. Ten surowy, trochę dymny zapach powietrza, słodki smak węgierek i chłodek poranny zwiastuje nam to, co nieuchronne. 
Cóż, nie ma co się mazać, wszak to przecież piękna pora roku. Wrzosy i babie lato przed nami, kosze pełne grzybów i te cudne kolorowe pejzaże, ech dobrze będzie. 
O zimnych i mokrych porankach nie myślimy - wypieramy je ze świadomości ;)

Póki co jednak, prezentuję mój nowy wianek. Wiem, wiem trochę monotematycznie ostatnio 
u mnie, ale nie mogę się powstrzymać - wiankuję i już. Nic nie poradzę, że lubię wianki :)

Ten jest zrobiony z lawendy, lnu i białych kwiatków o nieznanym imieniu. Kupiłam je już ususzone, bo mi się spodobały. Serducho oczywiście być musi, uszyte z lnu i koronek. Wielmożny wianek zawisł w przedpokoju i wita odwiedzających.








A teraz najmilsza część tego postu :)
Zapraszam wszystkich na CANDY


Z okazji jesieni, która dziś do nas zawitała -  zapraszam na jesienny podarunek.
To jesienno - zimowa broszka, świetna do swetrów, szali, czapek i płaszczy. Jest zrobiona z wełny czesankowej, filcowanej na mokro. Jest jedną z wielu, które zrobiłam dziś rano. Włożyłam w nią wiele serca i oddam ją z przyjemnością osobie wylosowanej spośród tych z Was, którzy:
  • zostawią komentarz pod tym postem (anonimki proszę o adres mailowy),
  • zamieszczą podlinkowany i opisany banerek na swoim blogu. Będzie mi miło jeśli zaglądający dołączą do Pozytywnych Obserwatorów. Życzę miłej zabawy i cudownych jesiennych dni