Pokazywanie postów oznaczonych etykietą widoki i widoczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą widoki i widoczki. Pokaż wszystkie posty

20 wrz 2014

Taka piękna środa...

W środę mieliśmy nasz mały przerywnik. 
Wolny dzień, mały prezent dla nas. 
Pogoda dopisywała. Wsiedliśmy do samochodu 
i z rowerami na dachu pojechaliśmy do Doliny Baryczy. 
To piękne miejsce pełne tras rowerowych prowadzących przez lasy i łąki. 
Bardzo lubimy tam jeździć. Było cudownie. 
Las podświetlony słonkiem
droga wśród milickich stawów pełnych jeszcze ptaków. Podglądnęliśmy gęsi i żurawie. 
Na stawach późne lato, ptaki szykują się 
do odlotu. 
Takie dni pamiętam, takie dni dają energię 
i uśmiech.




 Miłej niedzieli :)

27 sie 2014

Góry są piękne!

Są piękne, mówię Wam. 
Byliśmy w Karkonoszach. 
Urzekła nas cisza i piękno krajobrazów. Człowiek zapomina o wszystkim i patrzy, patrzy...
Chłonie ten klimat, spokój. 
Lubię tak wędrować, wyłączyć się, nie myśleć 
o niczym tylko być w tej wielkiej przestrzeni.



















25 lip 2014

Mogę, ale nie muszę...

Siedzę sobie na drewnianym pomoście, przede mną jezioro. 
Perkoz pływa, a za nim dwa młode pasiaste perkozki. Cisza.... 
Popijam kawę, słońce ogrzewa plecy, a nogi majtają sobie w wodzie. 
Dobrze mi. Spokojnie i błogo. 
Takie wakacje lubię - pięknie, 
cicho i spokojnie. 
Nic nie muszę, nic. 
Mogę, ale nie muszę...








*

I jeszcze w kwestii "mogę ale nie muszę..."
Jest taka Dziewczyna - 
Jola
co mieszka w górach, w pięknym domu, który ją sobie wybrał. 
Przyjmuje gości, a każdy kto się zjawi w jej cudnym domu, czuje się dobrze, bezpiecznie 
i tak jak 
u starej przyjaciółki. 
Dziewczyna kocha ludzi i zwierzęta. Szczególnie kozy karpackie darzy uczuciem jako gatunek godny odtworzenia na jego rdzennych terenach. 
Kozy potrzebują koziarni i stąd projekt zbiórki społecznej pieniędzy na koziarnię dla kóz karpackich.
Nie musicie, ale możecie wesprzeć Jolę w jej walce o nową koziarnię. 
Sama nie da rady, ale z nami wszystko jest możliwe :)
Żeby wesprzeć Jolę trzeba wejść na stronę  http://polakpotrafi.pl/projekt/kozy-karpackie#.U8VMuENu6G8.facebook
Każdy może otrzymać nagrodę za wsparcie, 
a nagrody nie byle jakie :)
Pozdrawiam i do następnego :)

3 maj 2014

Mente et malleo :)

Jak to dobrze, że naszą wycieczkę krajoznawczą zaplanowaliśmy na pierwszy dzień długiego weekendu. 
Załamanie pogody pokrzyżowałoby nasze plany, 
a tak mamy za sobą zwiedzanie kopalni uranu 
w Kowarach, Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w tychże Kowarach oraz odwiedziny 
w Świdnicy - deszczowej, ale pięknej. Wycieczki to my lubimy. 
Tym razem nasz Przyjaciel zaplanował cały program wyjazdu. Wsiedliśmy więc w czwartek rano do samochodu i siup - na majówkę. 
W Sztolniach Kowary wydobywano kiedyś rudy uranu, wydobywali najpierw Niemcy, a potem Polacy dla ZSRR. Prace w kopalni zakończono 
w 1973, kiedy złoże uranu zostało wyczerpane. 
W 2000 roku podziemne korytarze kopalni zostały udostępnione zwiedzającym. 
Bardzo nam się podobało, weszliśmy z panem przewodnikiem, który ciekawie i dość wyczerpująco opowiadał o kopalni.
Zobaczyliśmy eksponaty typowo kopalniane oraz kamienie półszlachetne pozyskiwane w okolicy.
Zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. 
Dla tych, którzy się wybiorą - kilka rad cioci dobra rada :)
  • Ubierzcie się ciepło, bo w korytarzach panuje temperatura kilku stopni (chyba 5, nie pamiętam, ale wiem że jest zimno)
  • Weźcie kurtkę nieprzemakalną, bo z sufitu kapie.
  • Dobrze jest mieć latarkę, albo jeszcze lepiej czołówkę, bo niektóre miejsca nie są oświetlone.
  • Rozglądajcie się, bo to niezapomniane miejsce :)



Mente et malleo - myślą i młotem :)










Drugim celem naszej wyprawy był Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. 
To niepowtarzalne miejsce skradło moje serce. Zakochałam się w tych małych budyneczkach odtworzonych z niewiarygodna precyzją. Pomysłodawcą i twórcą tego miejsca jest 
pan Marian Piasecki. 
To człowiek pozytywnie zakręcony. 
Marzył o zgromadzeniu pięknych zabytków Dolnego  Śląska w jednym miejscu tak, by można było nie ruszając się 
z miejsca zwiedzić ich wiele. Stworzył cudne miejsce, gdzie od progu człowiek jest zaopiekowany. 
Przewodnicy fantastycznie, z wielka pasją opowiadają o miniaturach, można odpocząć na ławce, albo w małej kawiarence, w razie deszczu czekają na gości parasole, by nikt nie zmókł. Wszystko świetnie zorganizowane. 
Pan Marian przechadzający się po parku 
z przepiękną katarynką, w meloniku, uśmiechnięty i gościnny.
 A same miniatury to majstersztyk. 
Podziw, podziw i jeszcze raz podziw.
Znaleźliśmy tu zamki Książ i Czocha, pałace dolnośląskie,  kościoły, 
fragment ulicy w Jeleniej Górze, schroniska sudeckie, a nawet wrocławski ratusz.
Wszystkie, najdrobniejsze szczegóły architektury są zachowane, do tego rośliny dobrane tak, by imitowały maleńkie drzewa. Usypana Śnieżka ze schroniskiem na szczycie. Wszystko w odpowiedniej skali. 
Tam wrócimy na pewno.












To była świetna wycieczka, a o deszczowej Świdnicy i jej cudownościach napiszę niebawem :)
Pozdrawiam i miłej reszty weekendu.


6 sty 2014

Widoki...

Mieszkamy w zaadaptowanym ze strychu mieszkaniu. Bardzo to nasze mieszkanie lubimy mimo, że codziennie pokonujemy cztery piętra po schodach wnosząc zakupy i co tam jeszcze trzeba. Mieszkanie nasze jest klimatyczne 
i nietuzinkowe i wszystko byłoby świetnie gdyby nie konieczność remontu dachu. 
Dach, jak wiadomo część wspólna naszej wspólnoty mieszkaniowej, jest tuż nad naszymi głowami i był w stanie całkowitej degrengolady.
Nie będę pisać jak trudno nam było doprowadzić do remontu, bo musiałabym napisać 12 tomów drobnym drukiem. 
Zapadły decyzje, znalazł się inwestor i dach remontu doczeka, a my razem z nim - chyba. Data rozpoczęcia nieszczęsnego remontu przypadała pierwotnie na dzień po majowym weekendzie, potem tuż po czerwcowym, następnie panowie mieli zacząć w połowie lipca i zaraz po piętnastym sierpnia. Kiedy usłyszałam, że jednak wejdą po 11 listopada zwątpiłam w zdrowie moich uszu. Cóż, od lipca stwierdzam, że okna to umyję po remoncie, po remoncie też zrobimy malowanie i wymienimy meble w salonie, po tym magicznym remoncie wszystko będzie inaczej i lepiej i ...
Przyzwyczailiśmy się do myśli, że ten remont to kiedyś. 
Aż tu bach! We wtorek zaczynają (po długim weekendzie styczniowym). 
Tak więc przyjęliśmy do wiadomości, że we wtorek przyjdą panowie i zdejmą dachówki tuż nad naszymi głowami. Widoki na nowy dach są. Damy radę, no chyba żeby nie... Tymczasem uzbrajamy się w cierpliwość, trzymamy kciuki żeby nie padało i spacerujemy po Wrocławiu odstresowując się. 
Jesteśmy dobrej myśli, bo tylko to nam pozostało.





Trzymajcie za nas kciuki i do naszego następnego :)

15 gru 2013

Nasz przerywnik...

W pewną szarą i deszczową sobotę umieściliśmy naszego psa u dziadków i ruszyliśmy w drogę po oddech i słońce. 
Przebyliśmy tysiąc kilometrów i znaleźliśmy się w bajce. 
Słońce, ośnieżone góry i tylko my. Bez tłumów, bez stresów i hałasu. Zapomnieliśmy o wszystkich obowiązkach.
Byliśmy sami w wielkim hotelu, na górskich stokach też byliśmy sami, nawet w pizzerii- tylko my i pan kelner. 



To jest urok wyjazdu przed sezonem. 
Tak lubimy. Nie brakowało nam towarzystwa, nie nudziliśmy się. 



Przeczytaliśmy dwie książki Anny Czerwińskiej "GórFanka". Świetne i godne polecenia pozycje o wspinaczce wysokogórskiej.
Cisza nam się podobała i ten luz przy wyciągach. 
Szusowaliśmy po wspaniałych trasach, wśród cudnej przyrody i tego życzę każdemu. 



Nawet szalejący Ksawery nas ominął, powiał troszkę strącając z drzew resztkę śniegu i tyle go było... 





Wróciliśmy z tej bajki z nowymi siłami, słońcem w sercu i nadzieją na piękne Święta.
To był nasz mały przerywnik, takie krótkie wyłączenie. Potrzebne nam było bardzo. 
A teraz siup do rzeczywistości.

*

Chciałam jeszcze powiedzieć, że czekało na mnie wyróżnienie nie tylko od lubię sobotę, ale też od Natalii z Wonnego Wzgórza :)
Jeszcze raz dziękuję Wam serdecznie. 
Zawsze mam problem z wytypowaniem blogów do wyróżnienia, zatem proszę częstujcie się moi mili, kto chce i ile chce. 
Czujcie wszyscy wyróżnieni :)
Mocno pozdrawiam i życzę miłego tygodnia.

31 paź 2013

Jazda...

Czasu mi brakuje na wszystko. 
Moja babcia mówiła, że czas jest, tylko organizacja zła. 
No może i racja. 
W każdym razie jakoś tak się dzieje ostatnio, że albo sutaszuję, albo jazdę na rowerze 
z rodziną uprawiam albo czytam i pyk mija tydzień, pyk mija drugi. 
Upływ czasu mnie zaskakuje i niemoc dziwną powoduje. 
Nic to - stwierdzam dziarsko i zaległości nadrabiam w piśmiennictwie blogowym, bo mi się czytelnicy dopominać zaczynają :)
Jazda na rowerze całkowicie nas pochłonęła. 
Czekamy tylko na sobotę wypatrując we wszystkich wiadomościach jak kształtuje się pogoda. 
Zabieramy rowery na dach i jedziemy rano przed siebie samochodem. 
Zatrzymujemy się gdzieś na parkingu leśnym 
i jazda rowerami przed siebie. 
Zwykle robimy pętle około 30 - 50 kilometrowe. Znamy już świetne trasy w okolicach Milicza, Środy Śląskiej, a nawet Wzgórz Trzebnickich. Stawy Milickie kochamy całym sercem 
i przemierzamy chyba najczęściej. 
Mamy w planie zakup lornetki, żeby podglądać ptaki. 
Swoją drogą w życiu nie widziałam takiej ilości ptactwa wodnego na raz. 
A jak to się człowiek rozwija podczas takiej jazdy. 
Na przykład, czy ktoś z Was potrafi wytropić grzyby jadąc na rowerze? 
No właśnie, a ja owszem.
Widzę je kątem oka, alarmuję rodzinkę i cyk grzyby na sosik są. 
Radość jest. 
Dla mnie radość największa jest, kiedy wreszcie przystanąć można i zjeść to, co małżonek przygotowuje. 
Kanapki z serem po 15 km. przejechanych na rowerku smakują wyśmienicie i nawet bezkarnie można zjeść batonik, bo przecież kalorie spali się raz dwa. 
I tak nam ta pogodna część jesieni na dwóch kołach przejechała nie wiadomo kiedy. 
Miło, że razem i rodzinnie. 


Wszystkich mocno pozdrawiam i obiecuję być bardziej systematyczna :)

PS Wczoraj w kinie byłam. Momenty  były :) Grawitacja. Film świetny. Trzymał w napięciu i happy end był. Najbardziej podobały mi się zdjęcia Ziemi z kosmosu. Cudowne i fascynujące. 




25 wrz 2013

Nasz robal

Natala i ja. Siedzimy w długim ciemnym korytarzu. Jeszcze trochę śpiące, a trochę zamroczone adrenaliną. Czekamy na zastrzyk Dexavenu. Może pomoże.
- Mamo, dlaczego ja muszę mieć tą alergię? Dziś sprawdzian z chemii i miałam przygotować prezentację.
- Córko to geny niestety, alergia była tobie pisana, próbuje się uśmiechać. A niech to! Nie poszłam do pracy. Znów będę musiała odrobić, plany pokrzyżowane. Ciekawe czy zastrzyk pomoże, oby.
- Nie mogłam mieć czegoś innego, jakiejś innej choroby tylko to cholerstwo. Jak ja mam żyć? Patrz jak wyglądam!
Tak, myślę - wygląd na pierwszym miejscu oczywiście, to taki wiek :) Żeby tylko nie zaczęła puchnąć.
- Córeczko nie wyglądasz źle, to tylko takie małe plamki, taka salamandra plamista jesteś moja :)
- Nic nie mów mamo proszę Cię, jakakolwiek inna choroba tylko nie to cholerstwo...

Nagle do poczekalni wjechał wózek. Na wózku kilkunastoletni chłopak, poskręcany. Porażenie spastyczne czterokończynowe, na moje oko terapeuty mowy. 
Nie mówi, wydaje dźwięki, krzyczy pojedyncze głoski. Mama dość skrępowana spokojnie tłumaczy "nie krzycz, nie będzie bolało, no już masz, masz..." dostał szeleszczący worek, chyba to go uspokaja. 
Weszłyśmy do gabinetu, pielęgniarka zrobiła iniekcję. 
Natala dzielnie zniosła zabieg. Wyszłyśmy na korytarz. Usiadłyśmy żeby się pozbierać.

- Mamo wiesz, dobrze, że to tylko alergia. Każdy chyba ma swoją "alergię", no nie? 
Coś, z czym musi sobie poradzić i nauczyć żyć.
- Tak Natalko każdy ma coś, z czym musi żyć.

Wieczorem trafiłyśmy na izbę przyjęć. Pięć dni w szpitalu. Czasem tak jest, trzeba sobie radzić ze swoimi słabościami, chorobami. 

Ciocia Niunia zawsze mówiła: 
"Każdy ma swojego robala, co go gryzie". 
Może to dobrze, że nasz robal przynajmniej zaleczyć się daje.

W weekend odreagowaliśmy stresy w górach. Góry, mgła i my. Było cudownie. Jesienny dzień spędzony na szlaku. 
To lubię. 
Umysł zresetowany, dosłownie. 
Myślałam tylko gdzie postawić kolejny krok i "jak tu ładnie". Bardzo dobry pomysł, taka jesienna melancholia w górach. 
Już dobrze, córka zdrowa, nerwy uspokojone, można żyć dalej...







Do następnego! 





20 sie 2013

Odpoczęliśmy

Wróciliśmy... 
Było cudnie... 
Dwa tygodnie razem, w pięknych okolicznościach. 
Przed wyjazdem dużo się działo i byliśmy zwyczajnie zmęczeni, marzyliśmy o leniwych popołudniach przy winie i słonecznych rankach nad morzem. 
Jak zawsze tam - było tak, jak sobie wymarzyliśmy. 
Lubię te kamienne domy z drewnianymi okiennicami i zapach drzew piniowych, smak dojrzałych fig i widok oliwnych gajów 
i winnic. 
Odpoczęliśmy. 
Wróciłam z głową wolną i pełną pomysłów. 
Pod powiekami mam jeszcze te śliczne krajobrazy i lazur morza. 
Co tu dużo pisać, lepiej zobaczcie...












Nie marnowałam czasu i sutaszowałam na plaży, dlatego już niedługo zapraszam na niespodziankę :) 
Ale na razie cicho sza!
Mocno wszystkich pozdrawiam i do następnego :)