2 lip 2013

Co robi człowiek...

Co robi człowiek w sytuacji 
a) posiadania urlopu, 
b) wyjechania małoletniej pociechy? Teoretycznie może leżeć do góry brzuchem, myśleć o niebieskich migdałach nie przejmując się zbytnio prozą życia. 
Co robię ja?  
Robię wielkie sprzątanie. 
Trzeba mi tego posprzątania, poukładania 
i wyczyszczenia. 
Zwykle duże sprzątania czynię na początku urlopu i potem już jest tylko lepiej. 
Sprzątam już drugi dzień i końca nie widać, liczba worów do wyrzucenia rośnie, rośnie też mój niepokój wszak pod domem pojemników do segregacji brak ba! jakichkolwiek pojemników, nawet do niesegregacji brak, a mi góra worów rośnie! Zasypie mnie jak nic. 

Perfekcyjna Pani Domu byłaby ze mnie dumna, to pewne. 

W przerwach dziergam biżuterię, żeby ładnie wyglądać po sprzątaniu ;) Wszak kobieta elegancka jest elegancka w każdych warunkach - no nie? 
Tą jakże piękną sentencją żegnam się prezentując kolczyki dedykowane tej właśnie grochowej sukience.


Do następnego!

P.S. Wbrew temu, co myślą niektóre moje blogowe koleżanki, nie sprzątam w groszkowej sukni i biżuterii ;) Mam na dłoniach rękawice gumowe wprawdzie, ale w miętowym kolorze, który jak wiadomo na topie jest :)
Buziaki :)

30 cze 2013

Nie lubię pożegnań...

Nie lubię i już, a pożegnań Natki to wprost nie cierpię. 
Odkąd skończyła siedem lat w każde wakacje wyjeżdża gdzieś sama, a potem jeszcze z nami. Kolonie i obozy z jednej strony wprawiają mnie w wakacyjny nastrój, a z drugiej przyprawiają o stany lękowe i stres.

W tym roku nasza córka kategorycznie odmówiła obozu. Postanowiła, że ona jedzie do Joli, bo ona się z Jolą umówiła i ona kocha tam jeździć i nie ma mowy o żadnym wypoczynku zorganizowanym, koniec kropka.
Jola to nadzwyczaj ciepła, pełna pozytywnej energii i bardzo kochana osoba, która mieszka na wysokiej górze w Beskidach w domu z bajki.

Las, góry, łąki, widoki zapierające dech i ... kozy. 
Pamiętacie mój wpis o miejscu, gdzie kwitną dzikie gladiole? 
To właśnie TAM! 
Tam pojechało moje dziecko dziś rano. 
Do cudownych ludzi, zwierząt i pięknych krajobrazów. 
Będzie zrywać jagody, paść kozy, chodzić boso po trawie, piec jagodzianki, spędzać wieczory na werandzie i oglądać świetliki. 
I dobrze, tylko czemu tak mi jakoś smutno? Cóż, odcinanie pępowiny nie jest łatwe, ale konieczne :)





Przy odrobinie szczęścia Wy też możecie poznać magiczne Jolinkowo. 
Pozdrawiam ciepło i życzę miłej niedzieli :)

23 cze 2013

Kolorowo mi...

Mojego zakręcenia ciąg dalszy. 
Każdą wolną chwilę spędzam szlifując technikę. Mam z tego wielką radość. 
Szyję te sznureczki, koraliki dobieram, myślę, myślę...
To taki czas dla mnie, bardzo potrzebny. 
I wychodzą takie rzeczy. 
Kolorowy świat, barwne plamy, błyszczące drobinki, pełne uśmiechu i energii. 

Takie lubię, bez symetrii, wymyślone na poczekaniu, bez specjalnego planu.   






Miłego, kolorowego tygodnia! 

14 cze 2013

O tym, co mnie wzięło

Mam tak, że co jakiś czas jakiś pomysł wpada mi do głowy, kiełkuje, myślę, myślę myślę.... i robię. 
Robię, bo chcę spróbować jak to jest, bo chcę mieć coś, co zrobię sama, bo mam pomysł, albo szukam czegoś szczególnego i tego nie ma. Trzeba więc to zrobić. 
Ktoś powie, jaki ma cel nauka robienia na szydełku żeby mieć serwetkę, albo nie trzeba zgłębiać techniki szycia żeby mieć spódnicę. Ja muszę, chcę, ciągnie mnie coś i pcha i nie odpuszcza póki nie spróbuję.
Tak było tym razem z sutaszem.
Kiedyś już robiłam podchody, ale jakoś nie wyszło. Uznałam, że to nie do zrobienia. 
Jak tu jednak sobie radzić, kiedy cały czas chcesz to zrobić. Mimochodem zaglądasz na kursy i tutoriale, czytasz książki i przetrząsasz strony internetowe. 
Będąc w tym stanie już wiem, że prędzej czy później zrobię coś, nie oprę się.
Lato sprzyja kolorom, kształtom i światłu. Można wreszcie wskoczyć w letnie sukienki 
i nosić biżuterię bardziej kolorową, zwariowaną, odważną. Można bawić się kolorem. Wyznaję zasadę: do kolorowego ubrania - stonowane dodatki, do spokojnego ubrania dodatki kolorowe, energetyczne, widoczne.
I tak właśnie wyglądała moja motywacja do zajęcia się sutaszem. Mocne dodatki, przyciągające wzrok drobiazgi, które są zupełnie niepowtarzalne.
Może jeszcze mało precyzyjny, może trochę nieśmiały, ale jest. 









Kolczyki. 
Zrobiłam je sama, własnoręcznie i noszę własnousznie można powiedzieć. 
Będę doskonalić warsztat, bo widzę niedoskonałości. Jak na pierwsze próby, to chyba jednak źle nie jest. 
Mam radość wielką i jestem bardzo szczęśliwa. 
Czyż nie o to właśnie chodzi w rękodziele? 
O tę radość i satysfakcję?

7 cze 2013

Nic to...

Pogoda ostatnio nie nastraja zbyt optymistycznie, przynajmniej u nas. 
Zaczynam się zastanawiać kiedy wreszcie ubiorę nowe sandały, co to je sobie sprawiłam drogą zakupu. 
Jak nic na przyszły rok się przydadzą :) 
Nic to... stwierdzam i prezentuje moje nowe naszyjniki. 
Popełniłam je z tęsknoty za słońcem i kolorem. 
Ciepłe, filcowe na wiosnę doskonałe ;)






Wczoraj wpadł mi do głowy pomysł. 
Pomysł z serii "nie możesz myśleć o niczym innym". 
Szaleństwo normalnie. 
Na niczym nie mogę się skupić. 
W oczach mam tylko ten jeden pomysł.
Powiedziałam Jarkowi co mam w głowie - on na to " tak, tak kochanie oczywiście, tak..."
 i wyszedł do pracy. 
Zostałam z moim pomysłem.
Siedzę i myślę - widzę go, kolory, kształty, nawet czuję jego fakturę. 
Chcę już to zrobić, ale materiałów brak, dziecko chore leży, a ja do pracy biegnę za chwilę...
Ale jak się jutro wezmę, jak zrobię to, o czym myślę, jak dam upust tym moim myślom natrętnym...

O żeszszsz!!!

To chyba jakaś choroba psychiczna ;)
Mocno Was pozdrawiam, z chorobą czy bez, 
i życzę SŁOŃCA.


26 maj 2013

Dla mam koronki i róże mam :)

Dziś będzie piękny dzień! Wiem to, jestem przekonana. Będziemy jeździć na rowerze 
w słońcu i pewnie zjemy lody w naszej ulubionej kawiarni i będziemy śmiać się 
i rozmawiać i tak będzie i już. 
Zanim jednak moja rodzina obudzi się, patrzę na mój kredens, nowy - pomalowany białą farbą, własnoręcznie kilka tygodni temu. 
Taki chciałam - taki mam - biała farba 
i drewno. Słoje prześwitują, widać rysunek drewna, ale jest jasno i lekko. 


Ładnie jest. 
W łazience wisi nowa - stara tara, marzyłam o takiej. Nie za duża nie za mała, w sam raz do mojej łazienki. 


Marzyłam i jest! 


Te serwetki koronkowe, ręcznie robione na szydełku z cienkiej nici - śliczniunie, kwiatuszkowe wzorki uśmiechają się do mnie. Ktoś w nie włożył dużo pracy i serce. Dostałam je od mamy, bo ona wie, że ja takie lubię, to kupiła. 


I dobrze, bo bardzo je lubię i mam od mamy :) Tak sobie siedzę w tym słonku i myślę, że mi dobrze. 
Małe rzeczy dają mi radość, szczegóły, drobiazgi czasem ważniejsze są od wielkich 
i więcej dają radości. Tylko trzeba je umieć dostrzegać, czego Wam życzę.
A dla mam koronki i róże mam :)
I serducho, niech Wam będzie dziś bardzo dobrze, miłego dnia!







19 maj 2013

Wracam :)

Zrobiłam sobie małą przerwę, taki chwilowy, niezamierzony brak prądu. 
Nie żeby coś nie w porządku było, po prostu chyba takiej przerwy potrzebowałam, albo tak się złożyło. Nie zaglądałam tu, nie zaglądałam do Was, nawet komputer rzadko włączałam.

Początkiem nowego był dziwny pech, który dopadł mnie dobry miesiąc temu. Pech polegał na awarii komputerów moim domu obecnych w liczbie czy - trzy znaczy, po naszemu. 
Nie żeby kulturalnie się psuły po kolei, tylko stadnie i w jednej chwili. 
Stacjonarny poszedł na pierwszy ogień - płyta główna wysiadła, nowy netek - (uroczy prezent na czterdziestkę) zaczął wydziwiać w drugiej kolejności, a na końcu laptop dziecięcia naszego ześwirował i dysk trza było wymieniać...ufff. 
Szczęście, że małżonek mój zna się na sprawie, bo byłoby z nami krucho. Te jednak zdarzenia zapoczątkowały brak komputera w moim życiu.
Na własnej skórze doświadczyłam, że można żyć bez tych dobrodziejstw.
A potem to jakiś kołowrót się zrobił. 
Natka była w szpitalu, pies był chory, wyleczyliśmy psa, pomalowaliśmy kredens w kuchni, wywieźliśmy psa do babci, pojechaliśmy w moje strony rodzinne, wróciliśmy, odebraliśmy psa i jakoś tak się toczyło wszystko ekspresowo, że dziś odetchnęłam głęboko i wreszcie mam chwilę dla siebie. Chwila ta będzie krótka w świetle tego, że mieszkamy jak wiadomo na poddaszu, a za chwilę zaczyna się wielki remont i przebudowa dachu nad naszym sufitem. 
Przewiduję różne niedogodności, w zamian będę miała sąsiadów obok. Sąsiedzi przyszli robią miłe wrażenie, ale żeby mogli stać się sąsiadami muszą najpierw zrobić sobie mieszkanie na strychu obok nas. 
Co tam, damy radę, ludzi lubimy, remontów nie lubimy ale zagryziemy zęby i wytrzymamy jakoś ten czas.
Tymczasem wszystkich, którzy niepokoili się moją nieobecnością witam ponownie i zaczynam nadrabiać zaległości na Waszych blogach.
 Kwiaty na dobry humor i początek nowego :)