13 lip 2013

Moja pierwsza...

Zrobiłam ją, to moja pierwsza. Bardzo lubię bransoletki, szczególnie w lecie miło jest mieć na ręce coś małego i ładnego. 
Szczególnie lubię takie, które są niepowtarzalne, nie ma takiej drugiej. 
Mam różne: ze srebra, z kamieni, z rzemienia, z niteczek. 
Teraz mam sutaszową, niepowtarzalną 
i własnoręcznie zrobioną. 
To takie miłe uczucie, nauczyłam się, poćwiczyłam i zrobiłam, a teraz będę ją nosić
 ... z dumą, a co tam...
Pasuje mi do wielu ubrań :)



Koniec przechwalanek, życzę Wam bardzo miłego weekendu i duuużo słońca.

9 lip 2013

Wujek...

Wujek Mietek, mąż mojej cioci, kuzyn mojego taty, wojskowy starej daty, wyprostowany, zadbany i zawsze z wielkim poczuciem humoru. Bił z niego spokój i opanowanie. 
Pamiętam takie lato, miałam może dziesięć lat, we Wrocławiu odbywała się wystawa kwiatów. 
W różnych miejscach miasta, w galeriach, klubach, salach domów kultury prezentowano bukiety kwiatów. Wujek zabrał mnie na tę wystawę. Chodziliśmy i oglądaliśmy zachwycające kompozycje ułożone z róż, goździków i gerberów.  
Były lata osiemdziesiąte, przaśność królowała i szarość, a tu takie cudności. 
Bukiety zachwycały mnie - różnokolorowe, przepiękne. 
Nigdy już później nie widziałam takiej wystawy, ani takiej ilości kompozycji kwiatowych. 
Potem zjedliśmy duże lody w kawiarni na Świdnickiej, w miejscu gdzie teraz stoi Solpol. 
Pamiętam ten dzień, choć minęło już ze trzydzieści lat. I choć z wujkiem chodziłam w różne miejsca, najbardziej kojarzę go ze świętem kwiatów.

Był bardzo chory - odszedł wczoraj, 
cicho i spokojnie zgasł.


2 lip 2013

Co robi człowiek...

Co robi człowiek w sytuacji 
a) posiadania urlopu, 
b) wyjechania małoletniej pociechy? Teoretycznie może leżeć do góry brzuchem, myśleć o niebieskich migdałach nie przejmując się zbytnio prozą życia. 
Co robię ja?  
Robię wielkie sprzątanie. 
Trzeba mi tego posprzątania, poukładania 
i wyczyszczenia. 
Zwykle duże sprzątania czynię na początku urlopu i potem już jest tylko lepiej. 
Sprzątam już drugi dzień i końca nie widać, liczba worów do wyrzucenia rośnie, rośnie też mój niepokój wszak pod domem pojemników do segregacji brak ba! jakichkolwiek pojemników, nawet do niesegregacji brak, a mi góra worów rośnie! Zasypie mnie jak nic. 

Perfekcyjna Pani Domu byłaby ze mnie dumna, to pewne. 

W przerwach dziergam biżuterię, żeby ładnie wyglądać po sprzątaniu ;) Wszak kobieta elegancka jest elegancka w każdych warunkach - no nie? 
Tą jakże piękną sentencją żegnam się prezentując kolczyki dedykowane tej właśnie grochowej sukience.


Do następnego!

P.S. Wbrew temu, co myślą niektóre moje blogowe koleżanki, nie sprzątam w groszkowej sukni i biżuterii ;) Mam na dłoniach rękawice gumowe wprawdzie, ale w miętowym kolorze, który jak wiadomo na topie jest :)
Buziaki :)

30 cze 2013

Nie lubię pożegnań...

Nie lubię i już, a pożegnań Natki to wprost nie cierpię. 
Odkąd skończyła siedem lat w każde wakacje wyjeżdża gdzieś sama, a potem jeszcze z nami. Kolonie i obozy z jednej strony wprawiają mnie w wakacyjny nastrój, a z drugiej przyprawiają o stany lękowe i stres.

W tym roku nasza córka kategorycznie odmówiła obozu. Postanowiła, że ona jedzie do Joli, bo ona się z Jolą umówiła i ona kocha tam jeździć i nie ma mowy o żadnym wypoczynku zorganizowanym, koniec kropka.
Jola to nadzwyczaj ciepła, pełna pozytywnej energii i bardzo kochana osoba, która mieszka na wysokiej górze w Beskidach w domu z bajki.

Las, góry, łąki, widoki zapierające dech i ... kozy. 
Pamiętacie mój wpis o miejscu, gdzie kwitną dzikie gladiole? 
To właśnie TAM! 
Tam pojechało moje dziecko dziś rano. 
Do cudownych ludzi, zwierząt i pięknych krajobrazów. 
Będzie zrywać jagody, paść kozy, chodzić boso po trawie, piec jagodzianki, spędzać wieczory na werandzie i oglądać świetliki. 
I dobrze, tylko czemu tak mi jakoś smutno? Cóż, odcinanie pępowiny nie jest łatwe, ale konieczne :)





Przy odrobinie szczęścia Wy też możecie poznać magiczne Jolinkowo. 
Pozdrawiam ciepło i życzę miłej niedzieli :)

23 cze 2013

Kolorowo mi...

Mojego zakręcenia ciąg dalszy. 
Każdą wolną chwilę spędzam szlifując technikę. Mam z tego wielką radość. 
Szyję te sznureczki, koraliki dobieram, myślę, myślę...
To taki czas dla mnie, bardzo potrzebny. 
I wychodzą takie rzeczy. 
Kolorowy świat, barwne plamy, błyszczące drobinki, pełne uśmiechu i energii. 

Takie lubię, bez symetrii, wymyślone na poczekaniu, bez specjalnego planu.   






Miłego, kolorowego tygodnia! 

14 cze 2013

O tym, co mnie wzięło

Mam tak, że co jakiś czas jakiś pomysł wpada mi do głowy, kiełkuje, myślę, myślę myślę.... i robię. 
Robię, bo chcę spróbować jak to jest, bo chcę mieć coś, co zrobię sama, bo mam pomysł, albo szukam czegoś szczególnego i tego nie ma. Trzeba więc to zrobić. 
Ktoś powie, jaki ma cel nauka robienia na szydełku żeby mieć serwetkę, albo nie trzeba zgłębiać techniki szycia żeby mieć spódnicę. Ja muszę, chcę, ciągnie mnie coś i pcha i nie odpuszcza póki nie spróbuję.
Tak było tym razem z sutaszem.
Kiedyś już robiłam podchody, ale jakoś nie wyszło. Uznałam, że to nie do zrobienia. 
Jak tu jednak sobie radzić, kiedy cały czas chcesz to zrobić. Mimochodem zaglądasz na kursy i tutoriale, czytasz książki i przetrząsasz strony internetowe. 
Będąc w tym stanie już wiem, że prędzej czy później zrobię coś, nie oprę się.
Lato sprzyja kolorom, kształtom i światłu. Można wreszcie wskoczyć w letnie sukienki 
i nosić biżuterię bardziej kolorową, zwariowaną, odważną. Można bawić się kolorem. Wyznaję zasadę: do kolorowego ubrania - stonowane dodatki, do spokojnego ubrania dodatki kolorowe, energetyczne, widoczne.
I tak właśnie wyglądała moja motywacja do zajęcia się sutaszem. Mocne dodatki, przyciągające wzrok drobiazgi, które są zupełnie niepowtarzalne.
Może jeszcze mało precyzyjny, może trochę nieśmiały, ale jest. 









Kolczyki. 
Zrobiłam je sama, własnoręcznie i noszę własnousznie można powiedzieć. 
Będę doskonalić warsztat, bo widzę niedoskonałości. Jak na pierwsze próby, to chyba jednak źle nie jest. 
Mam radość wielką i jestem bardzo szczęśliwa. 
Czyż nie o to właśnie chodzi w rękodziele? 
O tę radość i satysfakcję?

7 cze 2013

Nic to...

Pogoda ostatnio nie nastraja zbyt optymistycznie, przynajmniej u nas. 
Zaczynam się zastanawiać kiedy wreszcie ubiorę nowe sandały, co to je sobie sprawiłam drogą zakupu. 
Jak nic na przyszły rok się przydadzą :) 
Nic to... stwierdzam i prezentuje moje nowe naszyjniki. 
Popełniłam je z tęsknoty za słońcem i kolorem. 
Ciepłe, filcowe na wiosnę doskonałe ;)






Wczoraj wpadł mi do głowy pomysł. 
Pomysł z serii "nie możesz myśleć o niczym innym". 
Szaleństwo normalnie. 
Na niczym nie mogę się skupić. 
W oczach mam tylko ten jeden pomysł.
Powiedziałam Jarkowi co mam w głowie - on na to " tak, tak kochanie oczywiście, tak..."
 i wyszedł do pracy. 
Zostałam z moim pomysłem.
Siedzę i myślę - widzę go, kolory, kształty, nawet czuję jego fakturę. 
Chcę już to zrobić, ale materiałów brak, dziecko chore leży, a ja do pracy biegnę za chwilę...
Ale jak się jutro wezmę, jak zrobię to, o czym myślę, jak dam upust tym moim myślom natrętnym...

O żeszszsz!!!

To chyba jakaś choroba psychiczna ;)
Mocno Was pozdrawiam, z chorobą czy bez, 
i życzę SŁOŃCA.